Mílý pane Bohušku, a tak zase život udělal mimořádnou smyčku.

Izydor

Miałem niedawno niesamowitą przyjemność gościć i robić zdjęcia przed premierą spektaklu “Izydor” w Teatrze Pod Zieloną Lampą, nieźle brzmi, nie? Ale tak zupełnie poważnie to spektakl bardzo mi się podobał. Tragedia grecka przełożona na czas współczesny, ciekawa, dużo odniesień można wynaleźć, bardzo na czasie, mimo że antyczna grecja. Zrobiłem trochę ponad 160 zdjęć, teraz tylko wywołać RAW`y, przygotować do druku. Jednak robić zdjęcia w warunkach teatru to dość trudne, ale myślę, że podczas kolejnych spektakli zdjęcia wyjdą mi lepiej, toć od czegoś trzeba zacząć. Strasznie zmęczony ostatnio jestem, nie mam na nic czasu, umawiam się do fryzjera po kilka dni pod rząd po to, by zupełnie o tym zapomnieć i siedzieć w pracy do późnego popołudnia. Z jednej strony to fajnie jest, tego właśnie chciałem – czegoś z większą odpowiedzialnością, większej możliwości wypowiedzi, decyzji, robienia czegoś i czuć przy tym, że coś ode mnie zależy. Silna potrzeba samorealizacji jest ostatnio trochę zaspokajana, w środę rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko analityka, coś miałem też zrobić we wtorek, ale za cholerę nie pamiętam co; Maslov dałby mi chyba po pysku.

Trochę się nie mogę doczekać już następnego tygodnia, konkretnie weekendu. Jadę na malinę, postrzelamy, pogadamy, posłuchamy muzyki, napijemy się. A tymczasem ja muszę pomyleć co miałem jeszcze zrobić, bo za 3 godziny ćwiczenia z mikroekonomii. Spadam, ahoj!

Komentarze (9)

“the jazz” by Cadrage

The Jazz

Nardis Jazz Club @ Istanbul
na zdjęciu Ricky Ford
 - nikon/50 mm/f 1.4
- fujichrome provia 400

autor: Cadrage

Wciąż uważam, że to najlepsze zdjęcie na świecie oddające muzykę jazz. Z wszystkich zdjęć powiązanych z jazzem, które widziałem to jedno jest zdecydowanie jednym z ważniejszych; niektóre przedstawiają muzyków, inne pewną historię i nurt, który muzyka obierała, to zdjęcie natomiast przedstawia klimat, atmosferę, to co się czuje – będąc tam na miejscu. Być może odebrać to zdjęcie można tylko pod warunkiem wcześniejszego, kiedykolwiek, uczestnictwa w koncercie jazzowym, nie jako muzyk – ale jako odbiorca. Bardzo dużo rzeczy mi się ostatnio przypomina, ni stąd ni z owąd wchodzą po prostu do mojej głowy. Przypominają mi się rzeczy różne, z różnego okresu, z różnych lat. Poszczególne migawki, nie pamiętam jak kto się nazywał już, jak był ubrany, skąd był czy co robił w życiu, pamiętam za to dokładnie sytuację – migawki, jak zdjęcia robione seryjnie. Widząc to zdjęcie momentalnie mi się przypomina jak kilka lat temu byliśmy w Pradze, w zasadzie jeszcze nie w samej Pradze, ale w drodze do. Zatrzymaliśmy się w Hradec Kralove, żeby coś zjeść, chwilę rozmawialiśmy o muzyce i stwierdziliśmy, że w miarę możliwości w stolicy Czech odwiedzimy `U Zlateho Tygra`, niestety w końcu to się nie udało. Wciąż wierzę, że uda się tam dotrzeć. Z Remem planowaliśmy koncert jazzowy `pod złotym tygrysem` jeszcze na długo przed wyjazdem, zanim po raz pierwszy otworzyliśmy map, by nawet wstępnie ustalić drogę, którą będziemy jechać i gdzie się zatrzymamy… Widząc to zdjęcie przypomina mi się koncert jazzowy w Highlanderze w Opolu. Nie pamiętam znów, który to był rok, obstawiam koniec 2006 lub początki 2007, a może to już był ‘zaawansowany’ 2007? Nie jestem pewien. Było dużo ludzi, ale ponieważ udało nam się wcześniej pojawić w lokalu to zajęliśmy duży stół. Pamiętam, że zamawialiśmy dzbany piwa za 12 zł, a zespół złożony był z niewidomego saksofonisty (który co jakiś czas gra w różnych składach w różnych pubach w Opolu), perkusisty i gościa na parapecie (czyli klawiszowca), zachwyciła mnie ichnie wariacje na temat jazzu klasycznego, a jazz w rytmach latynoamerykańskich zrobił furorę większą niż każdy inny hit w tym okresie. Jakoś tak dużo czasu wtedy na to było. O! albo przypomina mi się jeszcze jak grube lata temu byłem w sanatorium. Całego pobytu jakoś specjalnie już nie pamiętam, miejscowości też. Pamiętam jak jednego wieczoru siedziliśmy w pokoju na drugim piętrze, kurczę, nie pamiętam nr, 140 czy coś, dziwna numeracja tam była.  W każdym razie był tam taki gość, nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywał już, taki drobny złodziejaszek z zawodu, pamiętam, że uczył nas w kilka osób jak otwierać zamki i kłudki za pomocą różnych rzeczy typu spinacze, małe śrubokręty zegarmistrzowskie (czy jak tam one się nazywają) a później robiliśmy to na czas. Miał ze sobą zestaw jakiś zamków i kłódek i cały czas na tym ćwiczył, na tym zestawie robiliśmy też zawody, heh, nawet nie wiem skąd był. Innym razem siedzieliśmy spokojnie w pokojach, już wieczór jakoś był, nagle rozległ się krzyk z drugiego piętra, jak się okazało z pokoju na skraju budynku – dziewczynom do pokoju przez okno wleciał nietoperz. Pamiętam akcję złapania nietoperza, śmieszna sprawa, ale w końcu się udało. Innym razem znowu…

A tymczasem siedzę w pracy, piję kawę, jem bułeczkę maślaną i w zasadzie mi nie szkoda, że ten czas się już skończył, że teraz jest inaczej zupełnie, ale pewnego dnia pójdę na koncert jazzowy do Zlateho Tygra. Specjalnie na tą okazję nauczę się jeszcze lepiej czeskiego, zamówię piwo w języku sąsiadów, Hrabala już nie spotkam, ale może innego pisarza, z którym akurat przyjdzie porozmawiać przy Pilsnerze. :)

Komentarze (6)

die toten hosen

Zawarliśmy pakt – kupujemy w każdym miesiącu dwie książki i dwie płyty, chyba że bardzo chcemy to możemy kupić więcej, ale obowiązkowo są to dwie płyty i dwie książki. Bardzo przyjemne jest uczucie, gdy kolekcja się powiększa o tytuły, które bardzo chce się mieć. Aktualnie jesteśmy w posiadaniu już E. Badu – “Baduizm live”; Roszja&Lu – “Przez ścianę”; Komety – “Akcja v1″; Komety – “Via Adriente”; Komety – “2004 – 2006″ oraz z książek M. Bruczkowskiego “Singapur 4 rano” i wciąż czekamy na zamówioną M. Bruczkowskiego “Bezsenność w Tokio”, bardzo przyjemne. Dążymy do tego, żeby móc ułożyć sobie kiedyś całą ścianę płyt i książek.
Bardzo mnie cieszy, że  już jest cieplej, słońce te sprawy.

Komentarze (7)

Alles bleibt anders.

 Dzisiaj do pracy przyjechałem prawie na godzinę 6 rano, co krótko skomentował Krzysztof wchodząc do pokoju “i kogo kurwa pojebało do reszty, że na 6 tutaj był?”. Fakt, można stwierdzić, że trochę mnie pojebało, że zamiast spać po późna i siedzieć tutaj do wieczora (skoro popołudniu i tak nie mam zbyt dużo do roboty z rzeczy obowiązkowych), ale ja wolę przyjechać rano, wyjść wcześniej i mieć pół dnia wolnego. Mam wtedy czas, żeby się porządnie przygotować przed rozmową kwalifikacyjną w poniedziałek, popracować nad planami na założeniem firmy, dokończyć projektować system, powolutku pisać sobie w PHP, spokojnie pisać specyfikację i dokumentację projektu jeszcze innego i posłuchać sobie spokojnie muzyki.

Myślałem przyjeżdżając tutaj, że będzie tu troche mniej ludzi w stylu ‘jestem bogaty’, ‘wiem, że mam’, ‘ja nie mam, ale ma mój brat i dlatego woże się, jakbym to ja miał’, ‘mam więcej’, ‘jeżeli ty masz więcej, to co ty masz to nic w porównaniu z tym co ja mam’, ‘jeżeli możesz coś powiedzieć więcej, to zmienię temat’, ‘woże się, bo mam’, ‘pół miliona to drobne’. Na szczęście nie wszyscy tacy tu są, na dobrą sprawę to nie znam zbyt wielu ludzi. Generalnie jest inaczej, inne priorytety, inne perspektywy, ba! w ogóle jakiekolwiek perspektywy. Często pojawiają się pewne zmartwienia, ale mijają. Generalnie jest straszne parcie na sukces i robienie hajsu. Top management, global consulting, tego typu sprawy. Jak już się wszystko udaje to jest fajnie, wiesz, mało zmartwień, dużo luzu, inna klasa, ale jak to rapował Eis – “najpierw trzeba wbić się na start”.

Poniżej super teledysk, super utwór, “super partia kurwo!”. Dynamite Deluxe ft. Jan Delay, c’mon:

Komentarze (6)

‘będę raperem, biznesmenem, kimkolwiek kurwa zamknij gębę!’

Mgła i kruk

Zobaczymy co przyniesie ten tydzień, wiele nadzieji wiążę z czwartkiem.  Mam już serdecznie dość tej firmy i burdelu jaki w niej pracuje. Nie dziwota, że akcje lecą na łeb na szyje i jaką opinię ma. Na szczęście miasto pozostawia wiele możliwości, w tydzień możesz zmienić całe swoje życie. To jak? Wrocław the meeting place?

Komentarze (1)

Dziwni ludzie przyszłości

Nawiedziała nas Emma, w związku z tym propagujemy w ten weekend pełen luz i lenistwo jak w tracku ‘Nygi’ i ‘Numeru Raz’ (klik -> paczka dwa utwory). Pełnoetatowe opierniczanie się. Pranie już wysuszony, ściągnięte z suszarki leżakuje na sofie obok i nie chce nam się na razie nic z tym zrobić, nigdzie przenieść, a co gorsza – o matko! – schować do półki. Album Zucchini Drive leci już chyba siódmy raz, a do playera tak daleko. W taką pogodę i tak nie ma nic lepszego do roboty, nie ma gdzie pójść ani co robić.

Komentarze (5)

Pewne sekwencje.

Tym sposobem stałem się posiadaczem oryginalnego krążka Roszja/Lu “Przez ścianę”, 15 zł, limitowana do 300 egzemplarzy edycja, bez labelu, wydana własny sumptem. Bosko. Przy okazji okazało się, że Lu to sąsiad. Nie mniej jednak zachęcam wszystkich do łapania płyty na allegro, bo 15 zł to nie dużo, a płyta na 5 z +.

Miniony weekend spędzony w czwórkę wraz z państwem P. przy 3 winach w naszym Casa De Krzyki oraz na Ostrowie Tumskim i w Cegielni na Penne. Niech się tylko ociepli na dobre to uderzamy w tym samym składzie z muzyką, kocem i piwem na słodową.

Hrabia

Bobslej nr 20 na Oporów :D

Marcepan w bobsleju 20

wizytacja na skejtparku

Polecane muziku: Noon – Pewne Sekwencje; Roszja/Lu – Przez ścianę; Lack Of Afro – Press On
oraz trochę klasyki – Eko&Azra – Dünya Dönüyor. Natomiast do przesłuchania niestety na raz lub dwa nowe Lao Che – Gospel. Lao Che zawiódł, po mocnym “Powstaniu Warszawskim” nagrali płytę niby o Bogu niby nie wiadomo o czym, w stylu art-alt-rock-regge-?.

Komentarze (8)

Roszja & Lu

Hala Targowa

Nasze nowe lampy

My ;D

Boja

Tak jakoś to życie płynie, z minuty na minutę, z godziny na godzinę, z przystanku na przystanek, z dnia na dzień z 20 na hallera i 126 na krzyki. Lampy są zielone, kolorowego zdjęcia brak.
Muzycznie gorąco polecam album Roszja & Lu. Dobranoc.

Komentarze (15)

Aesop Rock – None Shall Pass

Wschód słońca

Facet z balonami

7 Kotów

kolejno: 1 wschód słońca we Wrocławiu, gdy stał się mój; facet z białymi balonami na ulicy (tam jeszcze była jego żona, ale jej nie widać); na trzecim – Cedor (rozmawiający przez telefon z Marcepanem) i ja w 7Kotach. Cedor, wbijaj do nas do Wrocka, bo te weekendy bez Ciebie nie są tak fajne jak te, gdy przyjeżdżasz ;)

Oraz utwó, którego ostatnio słucham w kółko, fantastyczny numer oraz teledysk:

Komentarze (2)

Tod oder Lebendig?

Czuję, że znów chciałbym zacząć pisać. W sposób zupełnie inny i inne rzeczy niż kiedyś. Przypominają mi się rzeczy związane z moim pisaniem, o których rozmawiałem z Łukaszem około dwóch lat temu i na sylwestrze 2006/2007. Dokładnie pamiętam te rozmowy, co do słowa. Chyba w końcu jestem gotowy zacząć pisać to o czym wtedy rozmawialiśmy. Mam nadzieję, że jestem, bardzo chciałbym podjąć ten temat. Myślę, że przez najbliższe kilka miesięcy popracuje nad tym tematem, zobaczę co z tego wyjdzie.

Turcar

Turcar

Komentarze (7)

« Nowsze wpisy · Starsze wpisy »