Archiwum dla Coś innego

jeszcze na chwilę

tak jeszcze na chwilę zanim nastąpi to o czym pisałem w notce wcześniej, chcę wam coś pokazać. Zainspirowany notką Wit’a z tokyobynight.pl, który był zainspirowany notką inshiego, postanowiłem sprawdzić co kieruje ludzi na mojego bloga, jakie zapytania wpisują by dostać się tutaj… Oto co zobaczyłem:

  • jazz zdjęcia
  • komety
  • jazz
  • dziwni ludzie (?)
  • życie ludzi w przyszłości (???)
  • w autobusie
  • hegel w windzie

Nie jest jeszcze tak źle ;-)
bez odbioru podróżnicy!

Komentarze (4)

telegram

jestem chory stop niedługo jakaś reaktywacja bloga stop szukam serwera, gdzie będę miał więcej możliwości ingerencji niż na wordpressie stop info o nowym adresie (o ile będzie) się tutaj pojawi stop. stay tuned ;-)

Komentarze (2)

‘będę raperem, biznesmenem, kimkolwiek kurwa zamknij gębę!’ – 2

Mówi się, że nie znasz ludzi, póki ich nie sprawdzisz. Mówi się też, że powinno się wybrać dla siebie jakiegoś mentora w biznesie i zarządzaniu i jego drogą podążać. Ciężko znaleźć i niełatwo wybrać i podążać za ludźmi, gdy większość z nich dostała biznes od rodziny. Nie mówię, że to źle i że nie sprawdzają się na swoich stanowiskach, bo najczęściej sprawdzają się fantastycznie (vide firma Solaris). Nie mniej jednak zdarzają się ludzie, którzy nawet otrzymując biznes sprawdzają się wybitnie, jakby to wyrapował Fler  - doch es gibt angere Kids -. Ricardo Semler, warto znać to nazwisko. Jego historia jest o tyle niezwykła, że nigdy nie był specjalnie zaciekawiony ani zachwycony pracą w firmie ojca, gdzie narzekał na brak możliwości podejmowania ważnych decyzji i najprościej mówiąc – akcje, które nie powodowały żadnych reakcji. Sam podkreśla, że bardziej niż praca interesowała go muzyka rockowa. Nie mniej jednak, gdy jego ojciec postanowił wybrać się na długie wakacje, 21-letni wówczas Ricardo został CEO firmy SEMCO. Gdy z początku jego metoda zarządzania ‘twardą ręką’ nie przynosiła zbyt dobrych wyników, radykalnie zmienił swoje metody. Zwolnił 3/4 kadry zarządzającej firmy i postawił na zupełnie niespotykany model, ponieważ postawił na zupełną demokrację w firmie. Każdy pracownik miał wpływ na los firmy. Semco nie narzuca swoim pracownikom żadnych godzin pracy, sami wybierają swoich ‘managerów’, co więcej – pracownicy zaznajomieni z sytuacją firmie w chwilach potrzeby sami wybierali kto odejdzie z zespołu, ale jednocześnie ta osoba miała możliwość powrotu do firmy po tym, gdy firma na powrót stanie na nogi. Totalna wolność pracownika. Firma po wprowadzeniu tych innowacji zaczęła zwracać fantastyczne wyniki. Aktualnie SEMCO to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się firm w Brazylii.

Komentarze (4)

notka temporalna

Mijam ich, jestem świadkiem naocznym jak nie Hegel w windzie to Platon w nocnym, Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku, świat jest pełen filozofów.

Komentarze (4)

“the jazz” by Cadrage

The Jazz

Nardis Jazz Club @ Istanbul
na zdjęciu Ricky Ford
 - nikon/50 mm/f 1.4
- fujichrome provia 400

autor: Cadrage

Wciąż uważam, że to najlepsze zdjęcie na świecie oddające muzykę jazz. Z wszystkich zdjęć powiązanych z jazzem, które widziałem to jedno jest zdecydowanie jednym z ważniejszych; niektóre przedstawiają muzyków, inne pewną historię i nurt, który muzyka obierała, to zdjęcie natomiast przedstawia klimat, atmosferę, to co się czuje – będąc tam na miejscu. Być może odebrać to zdjęcie można tylko pod warunkiem wcześniejszego, kiedykolwiek, uczestnictwa w koncercie jazzowym, nie jako muzyk – ale jako odbiorca. Bardzo dużo rzeczy mi się ostatnio przypomina, ni stąd ni z owąd wchodzą po prostu do mojej głowy. Przypominają mi się rzeczy różne, z różnego okresu, z różnych lat. Poszczególne migawki, nie pamiętam jak kto się nazywał już, jak był ubrany, skąd był czy co robił w życiu, pamiętam za to dokładnie sytuację – migawki, jak zdjęcia robione seryjnie. Widząc to zdjęcie momentalnie mi się przypomina jak kilka lat temu byliśmy w Pradze, w zasadzie jeszcze nie w samej Pradze, ale w drodze do. Zatrzymaliśmy się w Hradec Kralove, żeby coś zjeść, chwilę rozmawialiśmy o muzyce i stwierdziliśmy, że w miarę możliwości w stolicy Czech odwiedzimy `U Zlateho Tygra`, niestety w końcu to się nie udało. Wciąż wierzę, że uda się tam dotrzeć. Z Remem planowaliśmy koncert jazzowy `pod złotym tygrysem` jeszcze na długo przed wyjazdem, zanim po raz pierwszy otworzyliśmy map, by nawet wstępnie ustalić drogę, którą będziemy jechać i gdzie się zatrzymamy… Widząc to zdjęcie przypomina mi się koncert jazzowy w Highlanderze w Opolu. Nie pamiętam znów, który to był rok, obstawiam koniec 2006 lub początki 2007, a może to już był ‘zaawansowany’ 2007? Nie jestem pewien. Było dużo ludzi, ale ponieważ udało nam się wcześniej pojawić w lokalu to zajęliśmy duży stół. Pamiętam, że zamawialiśmy dzbany piwa za 12 zł, a zespół złożony był z niewidomego saksofonisty (który co jakiś czas gra w różnych składach w różnych pubach w Opolu), perkusisty i gościa na parapecie (czyli klawiszowca), zachwyciła mnie ichnie wariacje na temat jazzu klasycznego, a jazz w rytmach latynoamerykańskich zrobił furorę większą niż każdy inny hit w tym okresie. Jakoś tak dużo czasu wtedy na to było. O! albo przypomina mi się jeszcze jak grube lata temu byłem w sanatorium. Całego pobytu jakoś specjalnie już nie pamiętam, miejscowości też. Pamiętam jak jednego wieczoru siedziliśmy w pokoju na drugim piętrze, kurczę, nie pamiętam nr, 140 czy coś, dziwna numeracja tam była.  W każdym razie był tam taki gość, nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywał już, taki drobny złodziejaszek z zawodu, pamiętam, że uczył nas w kilka osób jak otwierać zamki i kłudki za pomocą różnych rzeczy typu spinacze, małe śrubokręty zegarmistrzowskie (czy jak tam one się nazywają) a później robiliśmy to na czas. Miał ze sobą zestaw jakiś zamków i kłódek i cały czas na tym ćwiczył, na tym zestawie robiliśmy też zawody, heh, nawet nie wiem skąd był. Innym razem siedzieliśmy spokojnie w pokojach, już wieczór jakoś był, nagle rozległ się krzyk z drugiego piętra, jak się okazało z pokoju na skraju budynku – dziewczynom do pokoju przez okno wleciał nietoperz. Pamiętam akcję złapania nietoperza, śmieszna sprawa, ale w końcu się udało. Innym razem znowu…

A tymczasem siedzę w pracy, piję kawę, jem bułeczkę maślaną i w zasadzie mi nie szkoda, że ten czas się już skończył, że teraz jest inaczej zupełnie, ale pewnego dnia pójdę na koncert jazzowy do Zlateho Tygra. Specjalnie na tą okazję nauczę się jeszcze lepiej czeskiego, zamówię piwo w języku sąsiadów, Hrabala już nie spotkam, ale może innego pisarza, z którym akurat przyjdzie porozmawiać przy Pilsnerze. :)

Komentarze (6)

Alles bleibt anders.

 Dzisiaj do pracy przyjechałem prawie na godzinę 6 rano, co krótko skomentował Krzysztof wchodząc do pokoju “i kogo kurwa pojebało do reszty, że na 6 tutaj był?”. Fakt, można stwierdzić, że trochę mnie pojebało, że zamiast spać po późna i siedzieć tutaj do wieczora (skoro popołudniu i tak nie mam zbyt dużo do roboty z rzeczy obowiązkowych), ale ja wolę przyjechać rano, wyjść wcześniej i mieć pół dnia wolnego. Mam wtedy czas, żeby się porządnie przygotować przed rozmową kwalifikacyjną w poniedziałek, popracować nad planami na założeniem firmy, dokończyć projektować system, powolutku pisać sobie w PHP, spokojnie pisać specyfikację i dokumentację projektu jeszcze innego i posłuchać sobie spokojnie muzyki.

Myślałem przyjeżdżając tutaj, że będzie tu troche mniej ludzi w stylu ‘jestem bogaty’, ‘wiem, że mam’, ‘ja nie mam, ale ma mój brat i dlatego woże się, jakbym to ja miał’, ‘mam więcej’, ‘jeżeli ty masz więcej, to co ty masz to nic w porównaniu z tym co ja mam’, ‘jeżeli możesz coś powiedzieć więcej, to zmienię temat’, ‘woże się, bo mam’, ‘pół miliona to drobne’. Na szczęście nie wszyscy tacy tu są, na dobrą sprawę to nie znam zbyt wielu ludzi. Generalnie jest inaczej, inne priorytety, inne perspektywy, ba! w ogóle jakiekolwiek perspektywy. Często pojawiają się pewne zmartwienia, ale mijają. Generalnie jest straszne parcie na sukces i robienie hajsu. Top management, global consulting, tego typu sprawy. Jak już się wszystko udaje to jest fajnie, wiesz, mało zmartwień, dużo luzu, inna klasa, ale jak to rapował Eis – “najpierw trzeba wbić się na start”.

Poniżej super teledysk, super utwór, “super partia kurwo!”. Dynamite Deluxe ft. Jan Delay, c’mon:

Komentarze (6)