Archiwum dla kwiecień, 2008

“życie idzie jak na speedzie” (:D)

 

Duuużo się ostatnio dzieje. W sumie wszystko jest na swój sposób ważne. W końcu udało się i Cedor nas odwiedził we Wrocławiu na dłużej niż kilka godzin jednego dnia, znaczy został na noc. Ledwo po tym jak wyszedł z pociągu i spotkaliśmy się pod Arkadami – uderzyliśmy do sklepu muzycznego, chwila przymiarek, grania, gadania z gościem w sklepie, szybka decyzja i Cedor wszedł w posiadanie Zooma G2, fajny sprzęt. 1 maja bijemy gitarowy rekord guinessa (nie, nie chodzi o piwo) na rynku grając `hey joe` Hendrixa i przy okazji wejdę w posiadanie Zooma 505, czyli byłego przed G2 efektu Cedora, anyway, przyuważyłem w sklepie elektroniczną perkę Rolanda, dobra firma, solidny sprzęt podobno, dużo osób chwali. Sprzęt za 5.000,- bez złotówki, więc zalatywał wykonaniem i możliwościami (z oferty) mniej-więcej ze średniej półki, profesjonalny sprzęt to nie był, pół-profesjonalny niby też nie, ale amatorszczyzna to już teoretycznie nie była. Ty, słuchaj, jakie gówno. Midi i plastik. Znam przynajmniej kilkadziesiąt sposób na lepsze ulokowanie 5.000,-. Generalnie nie polecam. Zmiana pracy, zobaczymy co to będzie, perspektywy są dobre, oćjeń harosze. Heh, i dzisiaj powiedzieliśmy naszej nowej współlokatorce, że ma się wyprowadzić. Sprawa była przegłosowana, nikt nie był na ‘tak’, wszyscy na nie. Gremium sceptyków, trójka złych policjantów, dwójka złych jeden najbardziej zły. Nie trudno zgadnąć, która rola moja.

Mam ostatnio jakoś ochotę na rower, w sensie chciałbym tutaj mieć. Do pracy bym na nim raczej nie jeździł, po pracy nie miałbym albo czasu albo siły, w weekendy też ciężko z czasem, ale chciałbym mieć. Gdybym przypadkowo gdzieś wyhaczył chwilkę – mógłbym skoczyć do parku południowego na rundkę. Heh, mieszkamy w zasadzie tuż przy południowym i ani razu tam nie byliśmy, codziennie za to widzę ten park z  okna tramwaju.

A i zapomniałem wcześniej napisać, że dostałem od Cedora gitarę wraz ze wzmacniaczem – stąd też ten zoom 505, którego się nie mogę doczekać już ;). Gitara – les paul, kolor natural, wyklejone czarne okręgi jak u Zakk`a Wylde, nazwa funkcjonująca dla gitary “pszczoła”, poważnie tak wygląda. Myślę nad zrobieniem świecących markerów na progach (3, 5, 7, 9, 12, 15, 17, 19, 21, czy coś).

Na zakończenie zdjęcie z serii “Cedor w autobusie 126″ i spadam spać, bez odbioru!

Komentarze (12)

Mílý pane Bohušku, a tak zase život udělal mimořádnou smyčku.

Izydor

Miałem niedawno niesamowitą przyjemność gościć i robić zdjęcia przed premierą spektaklu “Izydor” w Teatrze Pod Zieloną Lampą, nieźle brzmi, nie? Ale tak zupełnie poważnie to spektakl bardzo mi się podobał. Tragedia grecka przełożona na czas współczesny, ciekawa, dużo odniesień można wynaleźć, bardzo na czasie, mimo że antyczna grecja. Zrobiłem trochę ponad 160 zdjęć, teraz tylko wywołać RAW`y, przygotować do druku. Jednak robić zdjęcia w warunkach teatru to dość trudne, ale myślę, że podczas kolejnych spektakli zdjęcia wyjdą mi lepiej, toć od czegoś trzeba zacząć. Strasznie zmęczony ostatnio jestem, nie mam na nic czasu, umawiam się do fryzjera po kilka dni pod rząd po to, by zupełnie o tym zapomnieć i siedzieć w pracy do późnego popołudnia. Z jednej strony to fajnie jest, tego właśnie chciałem – czegoś z większą odpowiedzialnością, większej możliwości wypowiedzi, decyzji, robienia czegoś i czuć przy tym, że coś ode mnie zależy. Silna potrzeba samorealizacji jest ostatnio trochę zaspokajana, w środę rozmowa kwalifikacyjna na stanowisko analityka, coś miałem też zrobić we wtorek, ale za cholerę nie pamiętam co; Maslov dałby mi chyba po pysku.

Trochę się nie mogę doczekać już następnego tygodnia, konkretnie weekendu. Jadę na malinę, postrzelamy, pogadamy, posłuchamy muzyki, napijemy się. A tymczasem ja muszę pomyleć co miałem jeszcze zrobić, bo za 3 godziny ćwiczenia z mikroekonomii. Spadam, ahoj!

Komentarze (9)

“the jazz” by Cadrage

The Jazz

Nardis Jazz Club @ Istanbul
na zdjęciu Ricky Ford
 - nikon/50 mm/f 1.4
- fujichrome provia 400

autor: Cadrage

Wciąż uważam, że to najlepsze zdjęcie na świecie oddające muzykę jazz. Z wszystkich zdjęć powiązanych z jazzem, które widziałem to jedno jest zdecydowanie jednym z ważniejszych; niektóre przedstawiają muzyków, inne pewną historię i nurt, który muzyka obierała, to zdjęcie natomiast przedstawia klimat, atmosferę, to co się czuje – będąc tam na miejscu. Być może odebrać to zdjęcie można tylko pod warunkiem wcześniejszego, kiedykolwiek, uczestnictwa w koncercie jazzowym, nie jako muzyk – ale jako odbiorca. Bardzo dużo rzeczy mi się ostatnio przypomina, ni stąd ni z owąd wchodzą po prostu do mojej głowy. Przypominają mi się rzeczy różne, z różnego okresu, z różnych lat. Poszczególne migawki, nie pamiętam jak kto się nazywał już, jak był ubrany, skąd był czy co robił w życiu, pamiętam za to dokładnie sytuację – migawki, jak zdjęcia robione seryjnie. Widząc to zdjęcie momentalnie mi się przypomina jak kilka lat temu byliśmy w Pradze, w zasadzie jeszcze nie w samej Pradze, ale w drodze do. Zatrzymaliśmy się w Hradec Kralove, żeby coś zjeść, chwilę rozmawialiśmy o muzyce i stwierdziliśmy, że w miarę możliwości w stolicy Czech odwiedzimy `U Zlateho Tygra`, niestety w końcu to się nie udało. Wciąż wierzę, że uda się tam dotrzeć. Z Remem planowaliśmy koncert jazzowy `pod złotym tygrysem` jeszcze na długo przed wyjazdem, zanim po raz pierwszy otworzyliśmy map, by nawet wstępnie ustalić drogę, którą będziemy jechać i gdzie się zatrzymamy… Widząc to zdjęcie przypomina mi się koncert jazzowy w Highlanderze w Opolu. Nie pamiętam znów, który to był rok, obstawiam koniec 2006 lub początki 2007, a może to już był ‘zaawansowany’ 2007? Nie jestem pewien. Było dużo ludzi, ale ponieważ udało nam się wcześniej pojawić w lokalu to zajęliśmy duży stół. Pamiętam, że zamawialiśmy dzbany piwa za 12 zł, a zespół złożony był z niewidomego saksofonisty (który co jakiś czas gra w różnych składach w różnych pubach w Opolu), perkusisty i gościa na parapecie (czyli klawiszowca), zachwyciła mnie ichnie wariacje na temat jazzu klasycznego, a jazz w rytmach latynoamerykańskich zrobił furorę większą niż każdy inny hit w tym okresie. Jakoś tak dużo czasu wtedy na to było. O! albo przypomina mi się jeszcze jak grube lata temu byłem w sanatorium. Całego pobytu jakoś specjalnie już nie pamiętam, miejscowości też. Pamiętam jak jednego wieczoru siedziliśmy w pokoju na drugim piętrze, kurczę, nie pamiętam nr, 140 czy coś, dziwna numeracja tam była.  W każdym razie był tam taki gość, nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywał już, taki drobny złodziejaszek z zawodu, pamiętam, że uczył nas w kilka osób jak otwierać zamki i kłudki za pomocą różnych rzeczy typu spinacze, małe śrubokręty zegarmistrzowskie (czy jak tam one się nazywają) a później robiliśmy to na czas. Miał ze sobą zestaw jakiś zamków i kłódek i cały czas na tym ćwiczył, na tym zestawie robiliśmy też zawody, heh, nawet nie wiem skąd był. Innym razem siedzieliśmy spokojnie w pokojach, już wieczór jakoś był, nagle rozległ się krzyk z drugiego piętra, jak się okazało z pokoju na skraju budynku – dziewczynom do pokoju przez okno wleciał nietoperz. Pamiętam akcję złapania nietoperza, śmieszna sprawa, ale w końcu się udało. Innym razem znowu…

A tymczasem siedzę w pracy, piję kawę, jem bułeczkę maślaną i w zasadzie mi nie szkoda, że ten czas się już skończył, że teraz jest inaczej zupełnie, ale pewnego dnia pójdę na koncert jazzowy do Zlateho Tygra. Specjalnie na tą okazję nauczę się jeszcze lepiej czeskiego, zamówię piwo w języku sąsiadów, Hrabala już nie spotkam, ale może innego pisarza, z którym akurat przyjdzie porozmawiać przy Pilsnerze. :)

Komentarze (6)