Zawarliśmy pakt – kupujemy w każdym miesiącu dwie książki i dwie płyty, chyba że bardzo chcemy to możemy kupić więcej, ale obowiązkowo są to dwie płyty i dwie książki. Bardzo przyjemne jest uczucie, gdy kolekcja się powiększa o tytuły, które bardzo chce się mieć. Aktualnie jesteśmy w posiadaniu już E. Badu – “Baduizm live”; Roszja&Lu – “Przez ścianę”; Komety – “Akcja v1″; Komety – “Via Adriente”; Komety – “2004 – 2006″ oraz z książek M. Bruczkowskiego “Singapur 4 rano” i wciąż czekamy na zamówioną M. Bruczkowskiego “Bezsenność w Tokio”, bardzo przyjemne. Dążymy do tego, żeby móc ułożyć sobie kiedyś całą ścianę płyt i książek.
Bardzo mnie cieszy, że już jest cieplej, słońce te sprawy.
Dzisiaj do pracy przyjechałem prawie na godzinę 6 rano, co krótko skomentował Krzysztof wchodząc do pokoju “i kogo kurwa pojebało do reszty, że na 6 tutaj był?”. Fakt, można stwierdzić, że trochę mnie pojebało, że zamiast spać po późna i siedzieć tutaj do wieczora (skoro popołudniu i tak nie mam zbyt dużo do roboty z rzeczy obowiązkowych), ale ja wolę przyjechać rano, wyjść wcześniej i mieć pół dnia wolnego. Mam wtedy czas, żeby się porządnie przygotować przed rozmową kwalifikacyjną w poniedziałek, popracować nad planami na założeniem firmy, dokończyć projektować system, powolutku pisać sobie w PHP, spokojnie pisać specyfikację i dokumentację projektu jeszcze innego i posłuchać sobie spokojnie muzyki.
Myślałem przyjeżdżając tutaj, że będzie tu troche mniej ludzi w stylu ‘jestem bogaty’, ‘wiem, że mam’, ‘ja nie mam, ale ma mój brat i dlatego woże się, jakbym to ja miał’, ‘mam więcej’, ‘jeżeli ty masz więcej, to co ty masz to nic w porównaniu z tym co ja mam’, ‘jeżeli możesz coś powiedzieć więcej, to zmienię temat’, ‘woże się, bo mam’, ‘pół miliona to drobne’. Na szczęście nie wszyscy tacy tu są, na dobrą sprawę to nie znam zbyt wielu ludzi. Generalnie jest inaczej, inne priorytety, inne perspektywy, ba! w ogóle jakiekolwiek perspektywy. Często pojawiają się pewne zmartwienia, ale mijają. Generalnie jest straszne parcie na sukces i robienie hajsu. Top management, global consulting, tego typu sprawy. Jak już się wszystko udaje to jest fajnie, wiesz, mało zmartwień, dużo luzu, inna klasa, ale jak to rapował Eis – “najpierw trzeba wbić się na start”.
Poniżej super teledysk, super utwór, “super partia kurwo!”. Dynamite Deluxe ft. Jan Delay, c’mon:
Zobaczymy co przyniesie ten tydzień, wiele nadzieji wiążę z czwartkiem. Mam już serdecznie dość tej firmy i burdelu jaki w niej pracuje. Nie dziwota, że akcje lecą na łeb na szyje i jaką opinię ma. Na szczęście miasto pozostawia wiele możliwości, w tydzień możesz zmienić całe swoje życie. To jak? Wrocław the meeting place?
Nawiedziała nas Emma, w związku z tym propagujemy w ten weekend pełen luz i lenistwo jak w tracku ‘Nygi’ i ‘Numeru Raz’ (klik -> paczka dwa utwory). Pełnoetatowe opierniczanie się. Pranie już wysuszony, ściągnięte z suszarki leżakuje na sofie obok i nie chce nam się na razie nic z tym zrobić, nigdzie przenieść, a co gorsza – o matko! – schować do półki. Album Zucchini Drive leci już chyba siódmy raz, a do playera tak daleko. W taką pogodę i tak nie ma nic lepszego do roboty, nie ma gdzie pójść ani co robić.