idź do

go to: przykawie.wordpress.com

nowy adres, nowe cokolwiek, big up!

Skomentuj

jeszcze na chwilę

tak jeszcze na chwilę zanim nastąpi to o czym pisałem w notce wcześniej, chcę wam coś pokazać. Zainspirowany notką Wit’a z tokyobynight.pl, który był zainspirowany notką inshiego, postanowiłem sprawdzić co kieruje ludzi na mojego bloga, jakie zapytania wpisują by dostać się tutaj… Oto co zobaczyłem:

  • jazz zdjęcia
  • komety
  • jazz
  • dziwni ludzie (?)
  • życie ludzi w przyszłości (???)
  • w autobusie
  • hegel w windzie

Nie jest jeszcze tak źle ;-)
bez odbioru podróżnicy!

Komentarze (4)

telegram

jestem chory stop niedługo jakaś reaktywacja bloga stop szukam serwera, gdzie będę miał więcej możliwości ingerencji niż na wordpressie stop info o nowym adresie (o ile będzie) się tutaj pojawi stop. stay tuned ;-)

Komentarze (2)

‘będę raperem, biznesmenem, kimkolwiek kurwa zamknij gębę!’ – 2

Mówi się, że nie znasz ludzi, póki ich nie sprawdzisz. Mówi się też, że powinno się wybrać dla siebie jakiegoś mentora w biznesie i zarządzaniu i jego drogą podążać. Ciężko znaleźć i niełatwo wybrać i podążać za ludźmi, gdy większość z nich dostała biznes od rodziny. Nie mówię, że to źle i że nie sprawdzają się na swoich stanowiskach, bo najczęściej sprawdzają się fantastycznie (vide firma Solaris). Nie mniej jednak zdarzają się ludzie, którzy nawet otrzymując biznes sprawdzają się wybitnie, jakby to wyrapował Fler  - doch es gibt angere Kids -. Ricardo Semler, warto znać to nazwisko. Jego historia jest o tyle niezwykła, że nigdy nie był specjalnie zaciekawiony ani zachwycony pracą w firmie ojca, gdzie narzekał na brak możliwości podejmowania ważnych decyzji i najprościej mówiąc – akcje, które nie powodowały żadnych reakcji. Sam podkreśla, że bardziej niż praca interesowała go muzyka rockowa. Nie mniej jednak, gdy jego ojciec postanowił wybrać się na długie wakacje, 21-letni wówczas Ricardo został CEO firmy SEMCO. Gdy z początku jego metoda zarządzania ‘twardą ręką’ nie przynosiła zbyt dobrych wyników, radykalnie zmienił swoje metody. Zwolnił 3/4 kadry zarządzającej firmy i postawił na zupełnie niespotykany model, ponieważ postawił na zupełną demokrację w firmie. Każdy pracownik miał wpływ na los firmy. Semco nie narzuca swoim pracownikom żadnych godzin pracy, sami wybierają swoich ‘managerów’, co więcej – pracownicy zaznajomieni z sytuacją firmie w chwilach potrzeby sami wybierali kto odejdzie z zespołu, ale jednocześnie ta osoba miała możliwość powrotu do firmy po tym, gdy firma na powrót stanie na nogi. Totalna wolność pracownika. Firma po wprowadzeniu tych innowacji zaczęła zwracać fantastyczne wyniki. Aktualnie SEMCO to jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się firm w Brazylii.

Komentarze (4)

notka temporalna

Mijam ich, jestem świadkiem naocznym jak nie Hegel w windzie to Platon w nocnym, Kant wiezie mnie taksówką, Nietzsche mieszka w każdym bloku, świat jest pełen filozofów.

Komentarze (4)

pozostałości – czyli złote myśli komentatorów

Mistrzostwa Europy 2008 się skończyły, ale jeszcze podczas ich trwania zacząłem zbierać wyszukane gdzieś na forach lub zapisane samemu bzdury jakie gadali komentatorzy podczas meczy turnieju.

1) “Jak to się mówi – każdy posiłek kończy się kawą”

2) “Karny jest wtedy jak sędzia gwiźnie” – bodajże Boniek
3) “kibiców niemieckich jest więcej, mimo że w Bazylei jest duża polonia emigracji tureckiej”

4) “Scolari potrafi być gorący” – Kołtoń
5) “Piłka nożna niczym kobieta potrafi być radością i żalem. Teraz jest żalem dla Holendrów. Erazm z Rotterdamu musi być tam w niebiosach bardzo zaniepokojony tym, że jego rodacy przegrywają, bo Holendrzy grają za mało pomarańczowo. Grają jakby w wytartym pomarańczu!”
6) “Tak źle wykonał rzut wolny, że aż złapał się za swoje oczy!”
7) “Zmęczony schodzi wolno z boiska, trener go klepnął w spoconą dłoń. Dlaczego nakręcono ‘Zapach kobiety’ a nie ‘Zapach piłkarza’?”
8) “Goooooooooooooooool!!! Van Nistelrooy rzucił się i wystawił tą swoją wielką głowę, ten swój wielki łeb!”
9) “Był zaklinacz węży, był zaklinacz koni, który z Holendrów będzie zaklinaczem piłki? Van der Sar? Starość sportowca, kły młodzieńca, ale Rosjanie wchodzą w jego pole bramkowe jak w szwajcarski ser i to oni ugniatają holenderską plastelinę!” – Zimoch
10) “Strzelił wysoko nad poprzeczką i choć ma piękną żonę modelkę to jego zrezygnowana mina mówi wszystko. Ta żona będzie musiała go dziś długo pocieszać!” – Zimoch

11)  “krótkie nogi, wygięte jakby od dziecka siadał na piłce, jakby piłka była jego smoczkiem” – Zimoch
12) “W kasku przypominającym taki hełm czołgisty Janka z pancernych, kiedy to dzwonił gdzieś tam za pomocą radiotelefonu do Lidki i wyznawał jej miłosne niemal uczucia, w takim właśnie kasku gra Petr Cech!” – Zimoch

13) ” – odwróć się w lewo, tam jest Zambrotta!
- posłuchał nas”

14) “No… tam brakowało 25… nie, 27 centymetrów!” – Boniek

15) “Jest sennie na boisku, ale ja muszę coś powiedzieć. Czuję bramkę w powietrzu.”

16) “Gdybym miał wymienić jednego piłkarza włoch, który mi się podoba, to miałbym problem…. To taka kolektywna mizeria…”

17) “śni mi się poprzeczka”

18) “ta łysiejąca głowa to w tej chwili główka noworodka, który piszczy, płacze, śmieje się do swoich uszczęśliwionych rodziców” – Zimoch o Lewandowskim w meczu eliminacyjnym Polska – Portugalia
19) “Podolski popędził lewym skrzydłem niczym niemieckie Ferrari!” – Zimoch

20) “Ruszył jak wściekły byk między dwie spłoszone żyrafy” – Janisz
21) “Arszawin biega 100 m szybciej niż kobiety” – Zimoch

22) “Im więcej problemów z zawodnikiem, tym lepszej klasy zawodnik” – Boniek

23) “Aplauz niezadowolenia z trybun” – Kołtoń

24) “On jest tak twardy, tak wytrzymały, tak długowłosy jak bohater pieśni o Nibelungach” – Janisz

25) “Łydki Sabriego niczym bulwy buraków cukrowych wyrastających z ziemi” – Zimoch

26) “Czeska piłka bez Kollera jest jak czeska kuchnia bez knedliczków”

27) “Ujfalusi to James Hetfield czeskiej piłki!”

28) “Zabrakło niedokładności!” – Boniek

i na deser jeszcze jeden tekst Tomka Zimocha, tym razem skoki narciarskie:

29) “No i teraz Adam Małysz, znieruchomiał, gałki oczne skierowane w dół. Ruszył. Leci, leci, leci, leci! Leci jak orzeł do swych piskląt! Rozpostarł te swoje małe nóżki niczym dywan z bajek tysiąca i jednej nocy!”

;-)

Komentarze (7)

Dj Muggs vs. GZA the Genius – General Principles

Słyszeliście nowy album Sido – Ich Und Meine Maske? Nie? To nie słuchajcie, co za gówno. Sido nigdy intelektem w tekstach nie powalał i nadal tak się nie dzieje, ale wcześniej dałem radę go słuchać ze względów muzycznych. Teraz nawet pod tym względem jest nie do zniesienia. Dodatkowo na albumie znalazł się szalony featuring ze Scooterem. Masa kurwa i tyle.

Piszę na raty. Generalnie teraz mam na to chyba trochę więcej czasu niż ostatnio. Siedzę w pracy i w końcu mam czas na to, żeby przejrzeć sobie cały blog bartka pogody, przeglądam miesiące, czytam pojedyncze zdania, przeglądam pobieżnie zdjęcia.

Kilka dni temu w końcu przyszło do mnie kurierem PSP, które wygrałem w konkursie Newsweeka (lans nie), mój jakże błyskotliwy typ polityczny na Gosiewskiego okazał się strzałem w dziesiątkę i tym sposobem zamiast wkurwiać się jeszcze bardziej, że Polska znów dała dupy na międzynarodowym turnieju – u mnie w domowym zaciszu, w mych dłoniach za pomocą wygranego PSP Polska zdobywa mistrzostwo Europy ogrywając w finale Francję 3:1. Co do samego turnieju, tego rzeczywistego, to nawet nie jestem wkurwiony, wiesz, chyba już się przyzwyczaiłem do tego jak kończymy, ale co tu się dziwić – jak to powiedział kiedyś tam Marcin Daniec – od pół roku to samo gotowanie, nic nie zmienił nasz naczelny kucharz – w tym przypadku może i to nie jest pół roku, ale dużo się nie zmieniło. Na dobrą sprawę to nie jest tak, że ja mam pretensje do Beenhakkera, nauczył naszych husarzy grać w piłkę, do ideału im wciąż wiele brakuje, ale w końcu z takiej mąki to dobrego chleba nie będzie. I jak czytam na forum sport.pl w komentarzach pod wywiadem z Beenhakkerem żałosne pytania w stylu – Leo, dlaczego nie zmieniłeś Krzynówka skoro słabo grał?! - bo kurwa nie miał na kogo zmienić i to jest problem polskiej piłki. Leo nie zmienił, bo nie miał na kogo, piłkarzy mamy słabych, bo na dobrą sprawę oni dopiero uczą się grać na murawie w klubach. Nic się nie zmieni, póki nie będziemy mieli boisk dosłownie wszędzie, żeby dzieciaki od małego mogły kopać piłkę po trawie, nawet jeżeli ma być sztuczna. Ktoś powie, a patrz na taką Szwajcarię, też są słabą drużyną a potrafią grać, to ja się zapytam – a wiesz ile oni mają boisk w miastach? Ile możliwości żeby grać na trawie, fajnym wymiarowo boisku? Są na to potrzebne bardzo duże pieniądze i mam nadzieję, że się znajdą, bo są potrzebne pod wieloma względami. Można kopać piłkę na szutrowym boisku z handmade bramkami, ale to daleko nikogo nie zaprowadzi. Ktoś powie, że 30 lat temu, gdy Polska dawała czadu na MŚ ogrywając najlepsze drużyny, nie było boisk, a piłkę kopało się na chodnikach, ale w zasadzie co z tego? Wtedy futbol był po prostu inny. A odnośnie powrotu naszych piłkarzy do domu, to już nie mogę się doczekać pierdolenia tego prymitywa Jana Tomaszewskiego, “wielkiego” bramkarza.

Wiecie co mnie wkurwia? Strajki. Głupi ludzie, którzy myślą, że jak nie pójdą do pracy, albo zrobią coś głupiego to rząd spełni ich wszystkie zachcianki. Ostatnio tak mnie wkurwiła poczta, która po prostu nie pracowała, znaczy jej część, bo część chciała, ale jako że druga część nie pracowała, to osobno i tak gówno mogli zrobić. Strasznie mnie wkurwiały zdjęcia w metrze, wyborczej, dzienniku i innych gazetach codziennych, które przedstawiały cały góry paczek i listów, których nikt nie roznosił, bo strajk. Tak sobie myślę, czy ci ludzie mają mózg w dupie? Jeżeli przez dwa tygodnie nie będą roznosili listów, zwały przesyłek się będą nawarstwiały to i tak – nie dość, że nic nie wywalczą, albo dostaną marchewkę (i jak już wiemy, tak też się stało), to i tak kurwa będą musieli to roznieść i będą siedzieli w pracy po 12 godzin, żeby w ogóle ruszyć z miejsca albo przedrzeć się przez góry listów i paczek. A później pomyślałem na temat tego jak listonosze pracują, znaczy podsumowując to co już wiem i czego życie mnie nauczyło i okazało się, że dostali marchewkę, ale i tak większości tych przesyłek nie roznieśli. Do rozniesienia mieli na dobrą sprawę tylko przesyłki ekonomiczne, cała reszta łącznie z paczkami przyszła do odbiorców w formie awizo. Cwany tok myślenia – gówno robię i robiłem to zacznę strajkować to może za gówno, które robię będę mógł dostać więcej kasy. Pocztowcy, listonosze, rozdzielnicy i cała reszta gromady chcieli podwyżki po 400 zł lub/i więcej, a kilkunastu dostało marcheweczkę. Po co będę strajkował skoro już mi się nie chce, a wiem że 400 zł nie dostanę, to lepiej wziąć 150 zł i dalej robić gówno. A na końcu kto na tym traci najwięcej? Odbiorcy. Bo nie dość, że płacą za przesyłki to jeszcze sami muszą sobie po nie pójść.
Kolejny genialny strajk to strajk przewoźników, znaczy w sumie to kierowców. Otóż, zatrzymali się oni jednego dnia o jednej godzinie TIR-ami dokładnie tam gdzie byli, czyli np. blokując autostradę A4, centrum miasta Wrocławia, etc. Genialny pomysł na strajk, bardzo chciałbym się dowiedzieć kto na to wpadł, ale raczej nikt z mózgiem. Jeszcze bardziej mnie rozbawiły ich żądania, a mianowicie kierowcy w ten sposób zamanifestowali swoje marzenia, którymi są (cyt.) – obniżenie ceny oleju napędowego, udrożnienia wschodniej granicy, zniesienia ograniczenia wwozu do kraju benzyny, pozostawienie dotychczasowego systemu opłat za korzystanie z infrastruktury oraz złagodzenie skutków wysokiego kursu złotówki do euro (?). To może jeszcze do tego frytki? To ja też będę strajkował. Usiądę na torach na dworcu głównym w ramach wyrażenia mojej dezaprobaty wobec nie dodawania darmowego kurczaka do każdej sałatki w KFC. Tak samo bzdurne marzenie i tak samo głupi sposób jego manifestowania. Nie rozumiem co kierowców obchodzi cena benzyny skoro nie oni za to płacą tylko przewoźnik; po co blokują drogi w Polsce (?) skoro chcą udrożnienia wschodniej granicy (?); najbardziej mi się podoba ich życzenie co do złagodzenia skutków wysokiego kursu złotówki do euro, super pomysł, niech gospodarka się zatrzyma!

Z pozytywnych informacji to chyba tylko tyle, że we Wrocku zrobili miejską plażę, która się nazywa Cocco Beach -> klik, klik 2 , klik 3, klik 4. A, no i może to że nabyłem drogą kupna Samsunga P2 ;-P.

P.S. Z chęcią bym gdzieś wyjechał na weekend, chętni zgłaszać się via mail albo w komentarzach ;)

A, no i mam taki zajebisty pomysł na stronę, wiecie nazwa w stylu ‘comniewkurwia’ czy coś takiego i prosta baza, gdzie ludzie mogą wpisywać co ich wkurwia, dobre nie?

Komentarze (11)

“my wciąż w pogoni za lepszej jakości życiem”

Lejdej

D

LB CWR DI

Marcepan

Mleczarnia

Skarpetki

Tramwaj ;)

Życie dalej się toczy swoim tempem, którego już nabrało i ani myśli, żeby zwolnić. Zabieram się za pisanie tej notki znów już kupę czasu, ale jakoś nie mogłem zupełnie zasiąść do pisania. Wiem już, że Marta-Siostra-Narkolepsja jest studentką jednych z wrocławskich uczelni, w przyszłości dekoratorka wnętrz, gratuluję i życzę powodzenia. Sam miałem kiedyś ambicje na dekoratorstwo, ale po prostu zniknęło. Jak w tej piosence “wybrałem już inną drogę”, nie pamiętam co to za utwór był. Anyway, pracuję już 3 tygodnie w tym pięknym szklanym budynku, który widać powyżej. Siedzę na pierwszym piętrze aktualnie, widok z okna bardzo ładny jest, a jeszcze lepszy z windy. Lubię sobie pojechać na ostatnie piętro i po prostu popatrzeć, chciałem zdjęcia stamtąd zrobić, ale zawsze zapominam aparatu z domu. Heh, tak myślę co napisać o pracy, ale jeszcze ciężko mi cokolwiek powiedzieć, bo… jakby to określić, nie przemęczam się póki co. Pomieszczenie w którym siedzę jest bardzo duże, cały ten ‘pokój’ to mój wydział zapewniania jakości departamentu informatyki, na oko siedzi tam prócz mnie jakieś 30 osób, ale dzięki metrażowi pomieszczenia – zupełnie nie czuje się ilości osób. Tak sobie myślę, że teraz komiksy dilberta nabierają naprawdę zupełnie innego wymiaru. Padam ze śmiechu, wiesz, znasz ten odcinek gdzie prezes firmy mówi: “So, now it’s time for some generic-management. – Did you talk to what’s-his-name about the-thing? – Umm… yes? – Ok.” Uwielbiam ten dialog, chyba we wszystkich korporacjach jest dokładnie tak samo. Nikt nie wie nic konkretnego, ale wszyscy wiedzą coś i dzięki temu, że każdy wie troszeczkę – razem i tak nic nie zrobią. Nie mniej jednak cholernie brakuje mi nawału pracy, poważnie, nie mogę się już doczekać, aż będę mógł pracować, tym bardziej, że zadania którymi będę się opiekował wydają się naprawdę ciekawe. Plus tego wszystkiego jest taki, że w kuchni mamy ekspres ciśnieniowy do kawy, różne kawy rozpuszczalne, herbaty, czystą lodówkę (w przeciwieństwie do tej w S*). Całymi dniami siedzę, obstawiam mecze, myślę co kiedykolwiek mnie interesowało i nie miałem czasu na to, żeby o tym poczytać i szukam informacji na te tematy, albo obmyślam genialne pomysły na firmę. Aktualnie najbardziej nakręciłem się wraz z Marcepanem i znajomym Tomaszem na projekt powiązany z teatrem, ale póki co to ciiii, bo to wstępne fazy planowania są.

Kolekcja płyt zawiera już 12 tytułów, kolejne które chcę dorwać to KAT “Somewhere in Poland 2003″ (oraz DVD “Życie po życiu”), Smashing Pumpkins ostatni i koszulkę z godłem Polski.

Komentarze (9)

RATM – Wake up

Tak szczerze mówiąc to się trochę bałem tego długiego weekendu, w zasadzie to nie tyle długiego weekendu a tego co miało nadejść i nadeszło tuż po nim. Z którejkolwiek strony na to nie spojrzeć to ostatnie kilka dni było dla mnie przełomowym. Żałuję, że na bieżąco nie pisałem niczego, bo bardzo mocno chciałem wyszczególnić pewne rzeczy, słowa, zdania, które sam wypowiadałem lub były wypowiadane przez inne osoby, ale… jak to bywa, niestety, nie pamiętam już tego wszystkiego tak dokładnie. Myślałem nawet nad napisaniem kilku rzeczy i dodawać to co dwa dni czy codziennie, ale pomyślałem sobie – nie! stój! („move the beans, move the rice”) – i głupio zrobiłem. Staram sobie przypomnieć wszystko od początku; długi weekend rozpoczął się dla mnie bardzo optymistycznie, po prostu miło. Wiesz, odchodziłem z pracy, ale świeciło piękne słońce. Bardzo chciałem odejść spokojnie, załatwić to co miałem i myślę, że to mi się udało. Teraz jeszcze tylko będę musiał tam załatwić dodatkowe formalności, ale to nie jest problemem już. W środę po pracy, gdy wychodziłem po raz ostatni z budynku na Robotniczej czułem się totalnie wolny, kolejny dzień bez żadnych zajęć, bez pracy, tylko granie na gitarze. Gitarowy Rekord Świata został pobity we Wrocławiu, 1 maja 2008 na rynku, brałem w tym udział. Na bicie rekordu przyjechała cała ekipa znajomych – Cedor, Arek, Darek, Berg z Anią, ze mną była oczywiście Marcelina. A… no i Bubu też przyjechał. Bicie rekordu miało się rozpocząć o 16, ale tak naprawdę to rozpoczęło się chyba jakieś 20 minut wcześniej o ile pamiętam. W ostatniej chwili (i to dosłownie) wpisywałem się w rejestracji, a jako potwierdzenie dostałem „kartę rekordzisty”, którą musiałem podpisać, czad, obiecałem sobie, że teraz co roku będę w tym uczestniczył. Wiesz, wyobrażam sobie taką długą, ale wąską antyramę na ścianie i w niej kilka takich kart z kilku lat, z kilku imprez bicia tego rekordu. W każdym bądź razie rekord pobiliśmy, na rynku „Hey Joe” grało nas 1951 osób. Przez cały dzień dużo czasu spędziliśmy z Anią i Bergiem, troszkę się napiliśmy, bardzo dużo rozmawialiśmy, świetni ludzie. Wielka szkoda, że Cedor z Arkiem zniknęli, ale rozumiem. Przyjechali razem, wracają razem; po zastanowieniu myślę, że sam nie chciałbym zrobić inaczej niż tak jak oni to załatwili, ale szkoda. Piątek był też świetnym dniem, bardzo ładna pogoda była, podróż do Opola zleciała bardzo przyjemnie i szybko; dzięki temu, że spierniczyłem system operacyjny na laptopie to przez dwa nie mieliśmy dostępu do komputera, świata, nazwij to jak chcesz, ale bardzo dużo czytałem wtedy, a teraz po prostu nie mam czasu. W sobotę byłem u Cedora, myślałem że po prostu się spotkamy z Arkiem, wypijemy browar i tyle, a tymczasem okazało się, że będzie grill, w lodówce chłodziło się później 46 browarów, cud, było zajebiście. Pisałem już, że mam od Cedora pełny zestaw gitarowy? Elektryk, wzmacniacz, multiefekt. Kurna, cały dzień teraz w pracy siedzę i myślę tylko o tym, żeby wrócić do domu i złapać za gitarę, poważnie! Anyway, chciałem coś tam jeszcze napisać, ale już trochę za długo piszą tą notkę. W następnej dodam też jakieś zdjęcia. Wiesz, muszę dodać tą notkę już, bo jak tylko o niej myślę i pisaniu jej dalej to nie mam ochoty pisać już nic, i tak powstawała przez kilka dni. Big up!

Komentarze (6)

“życie idzie jak na speedzie” (:D)

 

Duuużo się ostatnio dzieje. W sumie wszystko jest na swój sposób ważne. W końcu udało się i Cedor nas odwiedził we Wrocławiu na dłużej niż kilka godzin jednego dnia, znaczy został na noc. Ledwo po tym jak wyszedł z pociągu i spotkaliśmy się pod Arkadami – uderzyliśmy do sklepu muzycznego, chwila przymiarek, grania, gadania z gościem w sklepie, szybka decyzja i Cedor wszedł w posiadanie Zooma G2, fajny sprzęt. 1 maja bijemy gitarowy rekord guinessa (nie, nie chodzi o piwo) na rynku grając `hey joe` Hendrixa i przy okazji wejdę w posiadanie Zooma 505, czyli byłego przed G2 efektu Cedora, anyway, przyuważyłem w sklepie elektroniczną perkę Rolanda, dobra firma, solidny sprzęt podobno, dużo osób chwali. Sprzęt za 5.000,- bez złotówki, więc zalatywał wykonaniem i możliwościami (z oferty) mniej-więcej ze średniej półki, profesjonalny sprzęt to nie był, pół-profesjonalny niby też nie, ale amatorszczyzna to już teoretycznie nie była. Ty, słuchaj, jakie gówno. Midi i plastik. Znam przynajmniej kilkadziesiąt sposób na lepsze ulokowanie 5.000,-. Generalnie nie polecam. Zmiana pracy, zobaczymy co to będzie, perspektywy są dobre, oćjeń harosze. Heh, i dzisiaj powiedzieliśmy naszej nowej współlokatorce, że ma się wyprowadzić. Sprawa była przegłosowana, nikt nie był na ‘tak’, wszyscy na nie. Gremium sceptyków, trójka złych policjantów, dwójka złych jeden najbardziej zły. Nie trudno zgadnąć, która rola moja.

Mam ostatnio jakoś ochotę na rower, w sensie chciałbym tutaj mieć. Do pracy bym na nim raczej nie jeździł, po pracy nie miałbym albo czasu albo siły, w weekendy też ciężko z czasem, ale chciałbym mieć. Gdybym przypadkowo gdzieś wyhaczył chwilkę – mógłbym skoczyć do parku południowego na rundkę. Heh, mieszkamy w zasadzie tuż przy południowym i ani razu tam nie byliśmy, codziennie za to widzę ten park z  okna tramwaju.

A i zapomniałem wcześniej napisać, że dostałem od Cedora gitarę wraz ze wzmacniaczem – stąd też ten zoom 505, którego się nie mogę doczekać już ;). Gitara – les paul, kolor natural, wyklejone czarne okręgi jak u Zakk`a Wylde, nazwa funkcjonująca dla gitary “pszczoła”, poważnie tak wygląda. Myślę nad zrobieniem świecących markerów na progach (3, 5, 7, 9, 12, 15, 17, 19, 21, czy coś).

Na zakończenie zdjęcie z serii “Cedor w autobusie 126″ i spadam spać, bez odbioru!

Komentarze (12)

Starsze wpisy »